
—gęsta
noc.
leżysz.
na brzuchu.
oddech
krótszy.
moja dłoń
na twoich biodrach.
rozchylam Cię
powoli.
usta
idą śladem.
od dołu
ku górze.
skóra
robi się czujna.
zatrzymuję się.
tam,
gdzie twoje ciało
lubi,
kiedy zostaje.
unoszę się wyżej.
piersi.
miękkie.
pewne.
sutki
ledwie są,
a wypełniają
wszystko.
proszę:
podnieś ręce
w górę, ponad głowę.
od tego momentu noc
układa się już
zupełnie
inaczej.
zamykam oczy.
palce.
dłonie.
ramiona.
szyję
omijam.
przy uchu
szept.
wracam
do piersi.
czuje się
jakbym mój świat
przykrywał
swoim ciałem.
później
brzuch.
biodra.
włosy
na bok.
ty
na bok.
ja
też.
oddech
przy oddechu.
mówię
bardzo cicho:
dołączysz.
—
noc była w tobie
zanim byłaś blisko.
czułem cię
wcześniej niż dotyk.
znałem twój zapach,
twój smak
w wyobraźni.
kiedy powiedziałaś:
rozbierz mnie,
świat
zniknął.
zrobiłem to
jakby piękno
nie znosiło pośpiechu.
patrzyłem
i wiedziałem:
jesteś.
usta zeszły niżej.
do miejsca,
gdzie zapach
jest tylko pamięcią.
znałem go.
rozchyliłaś uda
jak zaproszenie.
zacząłem
od ciszy.
od delikatności.
od smaku,
który nie pyta.
byłaś słodka.
byłaś ciepła.
byłaś
w jednym oddechu.
im szerzej
otwierało się ciało,
tym dłużej
chciałem w nim być
uwagą.
ustami.
sobą.
nie ruchem.
tylko trwaniem.
jakby to było
ostatnie miejsce świata.
i jedyne,
w którym
chciałem zostać.
aż do drżenia.
aż do tego momentu,
kiedy ciało
nie pyta już
o imię.
noc
zostaje w nas.
i my
zostajemy
w niej.