
czasami, już po zmierzchu, widzisz ją pierwszą.
skrada się do północnej granicy miasta.
krok od niej zatrzymuje się
i patrzy.
patrzy przed siebie, nieporuszona.
z początku w oddali nic nie ma.
krajobraz to trzy kolory:
biały, czarny i czerwony.
gęsto. szaro. milcząco.
nic nie widzisz.
a potem — jeśli tylko zaczniesz się przyglądać
z mgły wychodzi kształt.
niewyraźny.
drżący.
zarys drogi.
a na jej skraju
klęczy zakapturzona postać.
ciemna. zwinięta w sobie.
odwrócona plecami.
nie porusza się.
czeka.
wytrzymuje.
i tak wygląda ona,
gdy wie, że ciebie tam nie będzie.
gdy czuje to, co było między wami,
i to, czego zabrakło.
tuż przed północą
gwałtownie prostuje plecy.
powoli, jak ktoś, kto już podjął decyzję.
i rusza.
miarowym krokiem.
prosto przed siebie.
bez zawahania.
bez napięcia.
bez pytań.
nigdy się nie odwraca.
nigdy nie sprawdza, czy za nią idziesz.
odchodzi.
oddala się.
a w powietrzu zostaje tylko to,
co było między wami
i to, co nigdy się nie zdarzyło.